Dziękuję
Ci za drobiazgi,
zwyczajne sprawy,
których się zwykłe nie
docenia,
błahostki,
gdy spogląda się na nie
z perspektywy codzienności,
a zarazem rzeczy
urastające do nieogarniętych
umysłem rozmiarów,
jeśli wziąć pod uwagę
wszystkie lata dzieciństwa.

Posiłki.
Setki posiłków. Tysiące.
Tyle, że pękłby nawet Smok
Wawelski.
Everest filiżanek i szklanek.
Kosz na brudną bieliznę,
który napełniał się
natychmiast po opróżnieniu
- jak nienasycony potwór
z bajki,
który pożerał skarpetki i
podkoszulki.
Podłogi
- niezmierzone stepy,
na które tuż po ich
wypastowaniu
nanosiliśmy tyle piachu i błota.

A jeśli od czasu do czasu
pamiętaliśmy o tym,
aby posprzątać zabawki
albo wytarliśmy kilka
talerzy,
albo pobiegliśmy do sklepu po
kostkę masła
- jakże byliśmy z siebie
dumni.
A jaka Ty byłaś zadowolona.

Najdroższa Mamuniu
- dzień się już prawie skończył.
Proszę, usiądź sobie
wygodnie w fotelu.
Tym razem ja przygotuję
herbatę.

|